Nowy e-book i audiobook już dostępny!

“Siła Umysłu” to e-book stworzony przy współpracy z prawdziwymi weteranami sił specjalnych, którzy przeszli przez najbardziej wymagające szkolenia i misje. Dostępny jest również w formie audiobooka.

Poznaj tajemnice wytrzymałości mentalnej elitarnych jednostek sił specjalnych i dowiedz się, jak zastosować je w swoim życiu!

Wilk. Między fascynacją a realnym problemem

Wilk. Między fascynacją a realnym problemem. Moje przemyślenia po rozmowie z Antonim Przybylskim.

Są tematy, które od pierwszych minut rozmowy budzą emocje. Nie dlatego, że są modne. Nie dlatego, że dobrze się klikają. Tylko dlatego, że dotykają czegoś bardzo głębokiego – naszego stosunku do natury, bezpieczeństwa, odpowiedzialności i prawdy.

Takim tematem jest właśnie wilk.

Po rozmowie z Antonim Przybylskim zostałem z bardzo mocnym poczuciem, że o wilku w Polsce rozmawia się dziś zbyt często w dwóch skrajnościach. Z jednej strony jest zachwyt, symbol dzikiej przyrody, majestatu, wolności i „naturalnego regulatora”. Z drugiej strony są ludzie, którzy żyją blisko lasu, hodują zwierzęta, wychowują dzieci i coraz częściej mówią wprost: „mamy problem”. W tym podcaście zależało mi na tym, żeby nie uciekać ani w tani strach, ani w naiwny zachwyt. Chciałem porozmawiać spokojnie, rzeczowo i z człowiekiem, który patrzy na ten temat z perspektywy wielu dekad doświadczenia.

I właśnie dlatego ta rozmowa była dla mnie ważna.

 

Nie chciałem robić odcinka „za” albo „przeciw” wilkom

Od początku miałem poczucie, że to nie może być rozmowa oparta na prostym podziale: jedni kochają wilki, drudzy chcą je eliminować. Takie podejście niczego nie wyjaśnia. Ono tylko zaostrza emocje.

W odcinku bardzo mocno wybrzmiało, że pytanie, które dziś naprawdę wraca, nie brzmi już: czy wilka chronić, ale raczej: jak nim mądrze zarządzać, żeby możliwe było współistnienie ludzi, zwierząt gospodarskich i dużych drapieżników. To było dla mnie jedno z kluczowych zdań tej rozmowy. Bo ono ustawia cały temat we właściwym miejscu. Nie w świecie sloganów, tylko w świecie odpowiedzialnych decyzji.

I przyznam szczerze: im bardziej wchodziłem w ten temat przed rozmową, tym bardziej widziałem, że Polska stoi dziś dokładnie w takim punkcie. Już nie chodzi o samą ideę ochrony. Chodzi o konsekwencje, skalę zjawiska i o to, czy państwo, eksperci i społeczeństwo są gotowi rozmawiać o tym uczciwie.

Najmocniej uderzyło mnie to, jak długa i brutalna jest historia człowieka z wilkiem

Jednym z najmocniejszych elementów tej rozmowy był dla mnie historyczny kontekst. Antoni Przybylski bardzo szeroko pokazał, że wilk przez stulecia nie był postrzegany jako romantyczny symbol dzikiej natury. Był traktowany jako zagrożenie, konkurent i szkodnik. Padały przykłady z Anglii, Skandynawii, Francji, Niemiec, Rosji czy Stanów Zjednoczonych – wszędzie tam wilka przez długie lata intensywnie zwalczano, a w części krajów wręcz całkowicie wytępiono. W rozmowie padły też przykłady państwowego zaangażowania w ograniczanie populacji: nagrody, obowiązki, systemowe akcje, a nawet całe polityki ukierunkowane na eliminację wilka.

To było dla mnie ważne z jednego powodu.

Dzisiaj bardzo łatwo patrzeć na przeszłość z wyższością. Powiedzieć: „to byli ludzie bez wiedzy, kierowali się strachem, nie rozumieli przyrody”. Tylko że historia, o której mówił mój gość, pokazuje coś bardziej złożonego. Ci ludzie reagowali na realne szkody, na zagrożenie dla zwierząt hodowlanych, na straty gospodarcze, a dawniej także na realny lęk o ludzkie życie i zdrowie, zwłaszcza w czasach, gdy problemem była również wścieklizna.

Nie piszę tego po to, żeby usprawiedliwiać wszystko, co robiono dawniej. Piszę to dlatego, że bez zrozumienia historii łatwo dziś stworzyć fałszywy obraz: że dawny człowiek walczył z wilkiem bez powodu, a współczesny człowiek już ten temat „przerósł moralnie”. Ta rozmowa pokazała mi, że to nie jest takie proste.

Wilk wrócił. I to nie jest już tylko temat przyrodniczy

W odcinku padły liczby, które pokazują skalę zmiany. Na początku drugiej połowy XX wieku wilk w Polsce występował w małej liczbie i na ograniczonym obszarze. W rozmowie przywołane zostały dane mówiące o około 100 osobnikach po okresie intensywnej redukcji, później o wzroście liczebności, a dziś o populacji liczonej już w tysiącach osobników. Według prezentowanych danych w 2024 roku w Polsce mówi się o populacji rzędu około 4000 osobników, obecnych na większości terytorium kraju, a w dalszej części rozmowy pojawiały się jeszcze wyższe szacunki funkcjonujące w debacie publicznej.

I właśnie tu zaczyna się temat, którego moim zdaniem nie da się już zamiatać pod dywan.

Bo jeśli wilk wraca na znaczną część kraju, jeśli pojawia się coraz bliżej człowieka, jeśli temat dotyczy rolników, hodowców, właścicieli psów, mieszkańców wsi i małych miejscowości, to przestaje to być wyłącznie temat zoologiczny. To staje się temat społeczny, ekonomiczny i polityczny. Dokładnie to wybrzmiało na początku naszego podcastu: temat wilka nie jest dziś już tylko przyrodniczy. Stał się także kwestią społeczną i polityczną.

I to, moim zdaniem, jest jedna z najważniejszych rzeczy, jakie widz powinien z tego odcinka wynieść.

Najłatwiej jest kochać wilka z daleka

To zdanie wracało do mnie po tej rozmowie bardzo mocno.

Kiedy oglądamy piękne ujęcia wilków w lesie, czytamy o ich inteligencji, strukturze watahy, zdolnościach łowieckich czy znaczeniu w ekosystemie, bardzo łatwo zbudować w sobie podziw. I ja ten podziw rozumiem. Sam powiedziałem w rozmowie, że wilk zawsze mnie fascynował. To jest fenomenalne zwierzę. Ale fascynacja nie może wyłączać myślenia.

Bo jest ogromna różnica między zachwytem człowieka mieszkającego w mieście, który zna wilka z dokumentów przyrodniczych, a doświadczeniem człowieka, który żyje obok lasu i widzi go pod domem, na drodze, przy zagrodzie, w pobliżu dzieci czy zwierząt gospodarskich. W rozmowie wyraźnie wracał wątek społeczności lokalnych, które nie proszą już tylko o odszkodowania, ale o możliwość spokojnego życia. Padały też przykłady rolników mówiących wprost, że problem nie polega jedynie na wartości finansowej strat, ale na codziennym napięciu, strachu i poczuciu bezradności.

I właśnie tutaj, moim zdaniem, zaczyna się najuczciwsza rozmowa o wilku: wtedy, gdy zaczynamy słuchać ludzi, którzy nie znają go z obrazka, tylko z własnego podwórka.

Bardzo ważne było dla mnie pytanie o granicę między ochroną a bezradnością państwa

W naszej rozmowie wracał wątek tego, czy Polska nie popełnia błędów podobnych do tych, które wcześniej popełniono przy innych gatunkach objętych ścisłą ochroną. Padł przykład bobra, którego liczebność miała kiedyś mieścić się w określonym limicie, a dziś wiąże się z ogromnymi szkodami i kosztami. Podobny mechanizm został pokazany na przykładzie żubra, najpierw idea ochrony, później wzrost populacji i w końcu realny problem z zarządzaniem.

Ten fragment rozmowy dał mi do myślenia nie tylko w kontekście wilka, ale szerzej: jak w Polsce rozumiemy ochronę przyrody?

Czy ochrona oznacza brak reakcji aż do momentu, gdy sytuacja staje się trudna do opanowania?
Czy oznacza zostawienie lokalnych społeczności samych sobie?
Czy oznacza podejmowanie decyzji z poziomu gabinetów, bez realnego kontaktu z ludźmi, których problem dotyczy najmocniej?

To są niewygodne pytania, ale po tej rozmowie uważam, że trzeba je zadawać.

W podcaście mocno wybrzmiało, że inne kraje już przez to przechodziły

To był jeden z tych fragmentów rozmowy, które uważam za szczególnie ważne, bo wyprowadzały temat poza polskie emocje. Antoni Przybylski przywoływał przykłady Francji, krajów skandynawskich, Niemiec czy Holandii. Padały informacje o tym, że w niektórych państwach ustalano limity liczebnościowe, prowadzono szczegółowy monitoring, oceniano szkody i brano pod uwagę głos społeczności lokalnych. W rozmowie padł też przykład Francji, gdzie dopuszczalny limit liczebnościowy wilka określano na poziomie około 500 osobników, oraz podobne podejście w Skandynawii. Z kolei Niemcy zostały pokazane jako przykład kraju prowadzącego dokładny monitoring watah, par i osobników samotnych.

Dla mnie najważniejszy wniosek z tego fragmentu był prosty:
Polska nie jest pierwszym krajem, który staje przed tym problemem.

I zamiast zachowywać się tak, jakbyśmy byli wyjątkowi i wszystko musieli odkrywać od zera, powinniśmy bardzo uważnie patrzeć na doświadczenia tych państw, które już wcześniej musiały szukać równowagi między ochroną a bezpieczeństwem.

Nie oznacza to ślepego kopiowania cudzych rozwiązań. Oznacza coś bardziej dojrzałego: uczenie się na cudzych doświadczeniach, zanim własny problem urośnie jeszcze bardziej.

Jednym z najmocniejszych wątków była dla mnie kwestia „zaworu bezpieczeństwa”

To pojęcie bardzo mocno wybrzmiało w rozmowie. Mój gość mówił wprost, że po zlikwidowaniu odstrzału wilk przestał kojarzyć człowieka z realnym zagrożeniem. W jego ocenie dawniej polowanie pełniło rolę „zaworu bezpieczeństwa”, który utrzymywał ostrożność zwierzęcia wobec ludzi, a po jego zniknięciu wilk stał się śmielszy i zaczął coraz częściej pojawiać się blisko siedlisk ludzkich. W rozmowie padły też przykłady wilków pojawiających się przy wsiach, na podwórkach czy reagujących inaczej niż dawniej na obecność człowieka i odgłosy strzałów.

To jest oczywiście temat, który budzi ogromne emocje. I właśnie dlatego uważam, że nie wolno go zamykać sloganem. Trzeba go uczciwie przeanalizować. Nie po to, żeby kogoś straszyć. Nie po to, żeby kogokolwiek ustawiać po „jedynej słusznej” stronie. Tylko po to, żeby zrozumieć mechanizm.

Bo jeśli drapieżnik przestaje bać się człowieka, to nie jest już tylko sprawa biologii. To jest sprawa bezpieczeństwa.

Niepokoi mnie jedno: w Polsce bardzo często zaczynamy rozmawiać za późno

To jest chyba jedna z mocniejszych osobistych refleksji po tej rozmowie.

Mam wrażenie, że jako państwo i jako społeczeństwo bardzo często jesteśmy odważni dopiero wtedy, gdy problem staje się oczywisty dla wszystkich. Wcześniej łatwiej jest go ignorować, relatywizować albo sprowadzać do ideologicznej wojny. W rozmowie padło bardzo mocne stwierdzenie, że im później zacznie się sensowne zarządzanie populacją, tym może być trudniej  również dla samego wilka. Został tam postawiony argument, że wcześniejsze, kontrolowane działania byłyby prostsze niż późniejsze próby reagowania na narastający problem.

I to dało mi do myślenia.

Bo być może największym zagrożeniem w takich tematach nie jest ani sama przyroda, ani sam człowiek, tylko brak odwagi do racjonalnej rozmowy we właściwym momencie. Gdy przez lata mówi się: „nie ma problemu”, „to jednostkowe przypadki”, „to histeria”, „to przesada”, a później nagle okazuje się, że skala zjawiska jest już trudna do opanowania.

To nie był podcast o nienawiści do wilka

To chcę podkreślić bardzo mocno.

W czasach, w których niemal każdy trudny temat momentalnie zostaje wrzucony w ramy konfliktu, bardzo łatwo przykleić komuś prostą etykietę. A ja nie chciałem robić rozmowy „przeciwko wilkowi”. Chciałem zrobić rozmowę o rzeczywistości. O tym, jak wygląda historia, jak wyglądają fakty, jak wyglądają doświadczenia ludzi i jak wygląda temat zarządzania gatunkiem, który w Polsce jest dziś ściśle chroniony. W rozmowie jasno padło, że zabicie wilka grozi poważnymi konsekwencjami prawnymi, a odstrzał może dotyczyć tylko określonych przypadków, np. osobników uznanych za niebezpieczne lub hybryd, i to na podstawie odpowiednich decyzji.

Ta rozmowa nie miała budować nagonki. Miała pokazać, że można jednocześnie:
szanować dziką przyrodę,
rozumieć rolę drapieżników,
a przy tym nie lekceważyć realnych problemów ludzi.

Moim zdaniem właśnie tego najbardziej dziś brakuje w debacie publicznej: nie krzyku, tylko dojrzałości.

Najbardziej brakuje mi dziś jednej rzeczy: uczciwego monitoringu i uczciwej debaty

W rozmowie wracał temat tego, że inne kraje często wiedzą bardzo dokładnie, ile mają wilków, gdzie są watahy, jak wygląda ich przemieszczanie i jakie szkody powodują. Padał zarzut, że w Polsce monitoring nie jest prowadzony na takim poziomie, jaki pozwalałby prowadzić naprawdę odpowiedzialną politykę zarządzania tym gatunkiem.

I to jest dla mnie absolutnie fundamentalne.

Bo jeżeli mamy rozmawiać poważnie o wilku, to nie możemy opierać się wyłącznie na emocjach, fragmentarycznych relacjach albo wygodnych dla którejś strony narracjach. Potrzebujemy:
rzetelnych danych,
jawnego monitoringu,
uczciwej oceny szkód,
i prawdziwego słuchania ludzi, których ten temat dotyka bezpośrednio.

Bez tego każda rozmowa będzie skręcała albo w propagandę, albo w panikę.

Po tej rozmowie jeszcze mocniej wierzę, że prawdziwe rozmowy są potrzebne

Na moim kanale często rozmawiam z ludźmi o światach, które dla wielu widzów są odległe. Czasem to są historie z pogranicza służby, wojny, ratownictwa, medycyny, czasem innych trudnych obszarów. Zawsze jednak zależy mi na jednym: żeby pokazywać rzeczywistość bardziej złożoną, niż widać ją z daleka.

Tak było również tutaj.

Rozmowa z Antonim Przybylskim nie dała prostych odpowiedzi na wszystko. I dobrze. Bo temat wilka nie jest prosty. Ale dała coś moim zdaniem bardzo wartościowego: wyrwała ten temat z poziomu memów, stereotypów i komentarzy ludzi, którzy najczęściej najmniej ryzykują, a najwięcej krzyczą.

I właśnie dlatego uważam, że taki podcast miał sens.

Co sam wynoszę z tej rozmowy?

Po tym odcinku zostaję z kilkoma bardzo mocnymi wnioskami.

Po pierwsze wilk nie jest wyłącznie symbolem. Jest realnym, dużym drapieżnikiem, który budzi fascynację, ale może też generować realne problemy.

Po drugie, historia relacji człowieka z wilkiem jest dużo bardziej złożona, niż często pokazuje współczesna narracja ochroniarska.

Po trzecie, gdy populacja rośnie, temat przestaje być wyłącznie przyrodniczy. Staje się społeczny, gospodarczy i polityczny.

Po czwarte, nie da się prowadzić uczciwej rozmowy o wilku bez uwzględnienia perspektywy ludzi żyjących najbliżej problemu.

Po piąte, ochrona bez monitoringu, bez jasnych reguł i bez odwagi do reagowania może prowadzić do coraz większego konfliktu.

I po szóste,  najgorsze, co możemy dziś zrobić, to udawać, że temat nie istnieje.

Na koniec

Nie wiem, dokąd dokładnie zaprowadzi Polskę temat wilka w najbliższych latach. Wiem jednak jedno: nie da się go już uczciwie zamknąć jednym sloganem.

Nie wystarczy powiedzieć: „chronić za wszelką cenę”.
Nie wystarczy też powiedzieć: „rozwiązać problem siłą”.

Między tymi skrajnościami jest najtrudniejsze miejsce, miejsce odpowiedzialności.

I właśnie tam, moim zdaniem, powinna dziś toczyć się prawdziwa rozmowa.

Dlatego ten odcinek powstał.
I dlatego uznałem, że warto zostawić po nim jeszcze ten wpis.

Bo czasem podcast to dopiero początek rozmowy.

Udostępnij:

Dodaj komentarz